- Nie mamy wątpliwości, że istnienie szpitala w takim kształcie jak teraz, czyli
jako samodzielnego zakładu opieki zdrowotnej, nie przyniesie nic dobrego -
mówi starosta pucki, Artur Jabłoński. Zaadłużenie szpitala osiągnęło już poziom jego rocznego budżetu. Każdy kolejny dzień przynosi placówce kilkadziesiąt tys. zł strat. Zadłużona na prawie 9 mln zł pucka lecznica liczy 150 łóżek, pracuje w niej 200 osób. To największe miejsce pracy w powiecie puckim.
Starostwo widzi dwie drogi jej prywatyzacji - przekształcenie w spółkę prawa handlowego z udziałem powiatu lub w niepubliczny zakład opieki zdrowotnej. W obu przypadkach szpital zostanie oddłużony i będzie mógł prowadzić działalność gospodarczą - zarabiać pieniądze,
- Sprawdziliśmy, jak działają dawne szpitale publiczne po prywatyzacji - dodaje
starosta Jabłoński. - Wszystkim powodzi się lepiej.
Władze zapewniają, że poziom i dostępość uslug medycznych nie zmieni się. Na pewno jednak
nie obejdzie się bez zwolnień pracowników. Około 40 osób straci pracę. Decyzję o
prywatyzacji lecznicy rada powiatu podejmie pod koniec marca,. Pucki szpital zacznie działać jako prywatny już pod koniec roku.
Tomasz Zając