napolwyspie

Get the Flash Player to see this player.
» NaPółwyspie.pl » Historie z regionu » Historia - Betonowy helski olbrzym

Historia - Betonowy helski olbrzym



Podczas gdy dziesiątki tysięcy turystów co roku przewijają się przez dawną kwaterę Hitlera w Gierłoży, mało kto wie, że w pobliżu znajdują się trzy inne kompleksy bunkrów - nie mniej potężne, ale za to bardziej tajemnicze.
Na długo, zanim zabrzmiały pierwsze wystrzały II wojny światowej, niemieccy architekci, inżynierowie i robotnicy rozpoczęli projektowanie i budowę wielkich, tajnych miast z betonu.
Rozległą krainę bagien, lasów i jezior – Mazury wybrali, jako idealne miejsce do realizacji swoich militarno-architektonicznych wizji. Za jej wyborem, poza niedostępnością, przemawiał jeszcze jeden argument: duża odległość od przyszłych linii frontów i nieprzyjacielskich wojsk. W ciągu zaledwie kilku lat wylano tutaj setki tysięcy ton betonu, zużyto ogromne ilości stali, zbudowano linie kolejowe, drogi i trakcję elektryczną. Powstało żelbetonowe serce III Rzeszy, o którego istnieniu wiedzieli tylko nieliczni wtajemniczeni. Kompleksy rozmieszczono w gigantycznym trójkącie pomiędzy Węgorzewem, Kętrzynem i Giżyckiem.

Siostra Wilczego Szańca
Rozległa kwatera wojsk lądowych w Mamerkach leży zaledwie 18 kilometrów od słynnego Wolfschanze w Gierłoży, przy trasie kolei Kętrzyn-Węgorzewo. Kompleks kilkudziesięciu bunkrów był w czasie wojny miejscem wielu ważnych, a często i tragicznych wydarzeń.
Wizytowały go takie „znakomitości” jak Mussolini, węgierski dyktator Horthy, rumuński satrapa Antonescu i oczywiście sam wódz, Adolf Hitler. Rządził tu i urzędował dowódca sił lądowych, generał Franz Lammmer. Hucznie obchodzone w 1942 roku 40-lecie jego służby uświetnił swoją obecnością sam fuhrer.
Mauerwald (taki kryptonim nosił tajny kompleks OKH) nie ustępował ogromem kwaterze Hitlera. Na obszarze 250 ha wzniesiono 241 większych i mniejszych, żelbetonowych budowli warownych. Przy budowie, zakończonej w 1941 roku uwijało się 2000 robotników, a personel kwatery liczył 1500 osób: żołnierzy, cywilnych techników, robotników, sekretarek a nawet… fryzjerów.
Prace budowlane objęte były ścisłą tajemnicą, a Niemcy rozpowszechniali wiadomość, że w tym miejscu powstaje fabryka chemiczna „Askania”.
Betonowe blokhauzy są stosunkowo mało zniszczone i do dzisiaj budzą grozę swoim ogromem. Nie wiadomo, dlaczego, Niemcy w obliczu rosyjskich wojsk nie wysadzili ich w powietrze tak, jak to uczynili np. z Wilczym Szańcem.
Kwatera podzielona była na trzy strefy. Pierwsza, o nazwie Quelle (Źródło) znajduje się najbliżej jeziora Mamry. Wędrując przez nią, natkniemy się na dobrze zachowany (otynkowany tak, aby był słabo widoczny z powietrza) schron przeciwlotniczy i dom gen. Wagnera, w którym spotykali się spiskowcy, czyhający na życie Adolfa Hitlera. Był wśród nich pułkownik von Stauffenberg. 20 lipca 1944 r. podczas narady sztabowców z wodzem, zostawił teczkę z nastawioną bombą zegarową pod stołem, pokrytym mapami niemieckiego imperium i niepostrzeżenie wyszedł z budynku, nasłuchując wybuchu. Olbrzymia eksplozja wstrząsnęła blokhauzem, gdy zamachowiec spieszył na lotnisko. Natychmiast zawiadomił towarzyszy w Berlinie, że zamach się powiódł i czas zacząć pucz. Niestety mijał się z prawdą - Hitler przeżył. Uchroniła go jednak nie opatrzność, tylko gruby dębowy blat mebla, na którym rozłożono mapy. To on właśnie przejął energię wybuchu, który jedynie ranił niegroźnie wodza i poszarpał jego mundur. Wkrótce Staufenberg i inni spiskowcy zawiśli w berlińskim więzieniu Spandau na… strunach fortepianowych, a Hitler podobno wielokrotnie kazał potem pokazywać sobie film nakręcony podczas egzekucji.
Przemierzając drugą strefę o nazwie Fritz, napotkamy budynki techniczne i operacyjne oraz kwatery mieszkalne oficerów. Jest też dworzec kolejowy, na którym zatrzymywały się wojskowe eszelony i szybkie, luksusowe pociągi faszystowskich notabli.
Strefa trzecia, Brigitten Stadt miała najmniejsze znaczenie strategiczne, ale za to najbarwniejszą chyba, rzeszę mieszkańców. Mieszkały tutaj, zatrudnione w Mauerwaldzie maszynistki, księgowe, sekretarki oraz personel licznych kasyn, hoteli i kuchni. Dzisiaj większą jej część zajmują… dojrzewalnie serów.

Polowa kancelaria w gęstwinie
Drugi po Mamerkach, mało znany kompleks betonowych budowli to położona w lesie koło miejscowości Radzieje (pomiędzy Kętrzynem a Węgorzewem) kwatera główna obergruppenfuhrera SS, Hansa Lammersa, szefa Kancelarii Rzeszy.
Lammers był prawą ręką Hitlera i od 1943 roku przewodniczył nawet posiedzeniom gabinetu pod nieobecność wodza. Ten gorliwy nazista, esesman i prawnik wsławił się współautorstwem wielu zbrodniczych aktów prawnych, wymierzonych przeciwko Żydom i Polakom. Z sobie tylko wiadomych powodów, pod koniec wojny zmienił swój wiernopoddańczy stosunek do Hitlera i poparł grupę zmierzającą do odsunięcia go do władzy. Spisek wykrył sam Martin Borman i Lammers niegdysiejszy ulubieniec wodza znalazł się w więzieniu. Po wojnie trafił przed amerykański trybunał wojskowy w Norymberdze i w 1949 roku został skazany na 20 lat za kratami. Z wyroku odsiedział jednak zaledwie 6 lat i w1954 roku był już na wolności. Zmarł w 1962 roku w Dusseldorfie.
Tajna kwatera Lammersa w Radziejach powstała w 1941 roku i zajmuje obszar 32 hektarów. Górują na nim dwa otoczone przez gęstwinę drzew tzw. bunkry ciężkie, otoczone przez 7 ceglanych baraków i pomniejszych budowli. Pierwszy z betonowych kolosów został przez wycofujących się Niemców wysadzony. Wybuch był tak silny, ze przesunął o kilkadziesiąt centymetrów grubą betonową ścianę. Drugiego dawni lokatorzy nie zdążyli zniszczyć. Stoi nienaruszony do dzisiaj jako martwy pomnik wojennej potęgi nazistów. Do kwatery szefa kancelarii Rzeszy tak, jak do wszystkich położonych w pobliżu betonowych kompleksów dochodziły tory z kolejową bocznicą. Tory jednak gdzieś zniknęły i na ich miejscu ciągnie się polna droga. Uważny eksplorator dostrzeże, że niegdyś kwatera była otoczona podwójnym, kolczastym ogrodzeniem. Pomiędzy jego dwiema liniami rozciągało się w czasie wojny pole minowe.

Betonowe gniazdo SS
Kolejny, mało znany, choć nie ustępujący rozmiarami Wilczemu Szańcowi, kompleks betonowych schronów i budowli znajduje się niedalekim Pozezdrzu. W czasie wojny nosił kryptonim „Hohwald” i był główną kwaterą osławionego szefa SS, Heinricha Himmlera. Właśnie jego gigantyczny bunkier góruje nad okolicą, po której rozrzucone są liczne mniejsze, lecz wciąż budzące grozę blokhauzy. Ich ściany mają nawet po 2 metry grubości, a solidne betonowe stropy zapewniały ochronę przed najpotężniejszymi bombami, jakie mogłyby na nie spaść. Cały, kilkudziesięciohektarowy teren był otoczony podwójnym płotem, pasem pól minowych i dzień i noc strzeżony przez zastępy uzbrojonych po zęby wartowników. Kwaterował tu też policyjny batalion SS, który strzegł kwatery samego Wodza III Rzeszy i nadzorował „żelbetonowy trójkąt” Kętrzyn, Węgorzewo, Giżycko. Gęsty las, porastający kompleks i niepalne siatki maskujące, a nawet sztuczne drzewa na dachach bunkrów sprawiały, że betonowe miasteczko było niewidoczne z powietrza.
Jak i w innych mazurskich tajnych kwaterach utrapieniem mieszkających tu i pracujących żołnierzy, esesmanów oraz cywili były… komary, od których roiło się przez wiele miesięcy w roku. Gdzie się dało, instalowano moskitiery, a niektórzy przywdziewali na głowy specjalne siatki, podobne do tych, których używają pszczelarze.
Najokazalszy i najlepiej zachowany do dzisiaj jest bunkier samego Himmlera. Hersztowi SS nie wystarczyły za ochronę dwumetrowe mury i aby przeciwstawić je rosnącej sile alianckich bomb, dobudowano drugą warstwę betonowego płaszcza. Do blokhauzu prowadzą tylko dwa niewielkie wejścia, przez które wchodziło się do śluzy zamykanej potężnymi pancernymi drzwiami. Wewnątrz znajdowały się tylko dwa pomieszczenia do pracy, pozbawione jakichkolwiek okien, ale wyposażone w liczne lampy i system wentylacyjny. Nie zachowały się zdjęcia z tajnego gniazda Himmlera, jednak sądząc po fotografiach betonowych apartamentów samego Hitlera, wystrój musiał być raczej skromny, żeby nie powiedzieć: spartański. Wiadomo jedynie, że mieszkańcy blokhauzów niechętnie w nich przebywali i przy każdej nadarzającej się okazji uciekali na powietrze.
Jak na ironię, żadne z betonowych miast (nie wyłączając Wilczego Szańca) nigdy nie zostało zbombardowane, a niektóre z bunkrów nigdy nie zostały nawet odwiedzone przez swoich utytułowanych lokatorów. Zostały dość łatwo zdobyte przez Armię Czerwoną, a dzieła ich zniszczenia dokonali ci, którzy je wznosili, a potem w nich żyli przez lata wojny…

Tomasz Zając
26-01-2007


Komentarze   ( 1 )

~Mamut
Re: Historia - Betonowy helski olbrzym - Zdjecie powyzej przedstawia armate 100mm w Helu, ale cala reszta artykulu nie ma nic wspolnego ani z tym dzialem, ani z Helem..... Skad wiec tytul???? ("Betonowy helski olbrzym")
Dodaj swój komentarz - Zobacz pozostałe komentarze